Solidarność w górach ANDY 2015

Grupa u podn+-+-a Marcedario             W styczniu i lutym br. uczestniczyłem w kolejnej wyprawie wysokogórskiej, której głównym celem było wejście na ósmy wierzchołek Ameryk – Mercedario (6 720m npm), a następnie przejście praktycznie dziewiczego lodowca wulkanu Tupungato (6 570 m npm) o  długości ponad 50 km, znajdujących się w argentyńskich Andach.

Wyprawa zakończyła się sukcesem dla wszystkich jej sześciu uczestników, którzy w komplecie zameldowali się na szczycie.

Grupa 1Aby to się udało oczywista była współpraca wszystkich członków Grupy przy transporcie wyposażenia i żywności (na własnych plecach), zakładaniu kolejnych obozów, właściwym rozkładaniu sił podczas przebiegającego procesu aklimatyzacji czyli stopniowego przyzwyczajania swoich organizmów do przebywania na coraz wyższych wysokościach.

Osobiście dla mnie była to 6 góra z udanym wejściem na wierzchołek z pierwszej „10” najwyższych szczytów Ameryki.

Tym razem jednakże moje wejście było możliwe dzięki dużej pomocy ze strony moich współtowarzyszy. Piszę możliwe, ponieważ po naszym przylocie do stolicy Argentyny – Buenos Aires spotkała mnie i moją koleżankę niemiła niespodzianka. Nasze bagaże po prostu nie doleciały. Jeżeli chodzi o jej bagaż to się znalazł już następnego dnia i został przez przewoźnika dostarczony do aktualnego miejsca w którym się w międzyczasie znaleźliśmy tj. oddalonej o 1200 km od stolicy Mendozy.

Natomiast mój bagaż po prostu rozpłynął w niebycie, ja zaś pozostałem praktycznie tylko z przysłowiową szczoteczką do zębów i w tym co miałem na sobie podczas wyjazdu z Polski.

Wówczas cała Grupa, bez zastanawiania stwierdzając, że mogło to spotkać każdego zaoferowała swoją pomoc.

Na szczęście punkt do którego dojechaliśmy – Mendoza jest najbardziej znanym i popularnym ośrodkiem turystyczno-alpinistycznym z uwagi na znajdujący się w pobliżu  najwyższy wierzchołek Ameryki – Aconcagua (6 962 m npm). Znajdują się tu liczne sklepy sportowe i wypożyczalnie specjalistycznego sprzętu wysokogórskiego.

Inaczej, żartując pozostało by mi spędzić czas w termach, licznych tutaj winiarniach lub po prostu przebukować bilet lotniczy i wracać z powrotem do Polski.

Warte podkreślenia, że każdy członek Grupy percypował po równo w kosztach wypożyczenia sprzętu dla mnie w tym buty wysokogórskie dwuwarstwowe, raki czy plecak.

Całą zaś resztę wyposażenia, co kto mógł od skarpetek, bielizny, rękawiczek po kurtki polarowe, każdy pożyczył ze swoich niewielkich zapasów. Tak wyposażony (niejako poskładany z sześciu części) mogłem wyruszyć w góry.

Z tego miejsca chciałbym zaznaczyć że każdemu bym życzył aby na swojej drodze spotykali się z taką życzliwością.

Za udzieloną pomoc w wypożyczeniu oraz sprzęcie składam serdeczne podziękowania kierownikowi –  Jackowi Sidlarewiczowi, Iwonie Szumacher, Andrzejowi  Piątęk (wszyscy z aglomeracji warszawskiej), Rafałowi Pięta (ze Sławkowa – woj., śląskie) oraz Piotrowi Idczakowi (z Częstochowy) – partnerowi z namiotu – jemu dodatkowo za podzielanie się posiadanymi konserwami mięsnymi i żywnością liofilizowaną  (których nie można było zakupić na miejscu).

Po moim zaś bagażu wszelki ślad zaginął.

Edward Fudro