Wiadomości

Policzanin walczy o życie

fb_img_1476815462242  29-letni Arkadiusz Pawełkiewicz pilnie potrzebuje naszej pomocy. Choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną T komórkową, wysokiego ryzyka. Od kilku miesięcy czeka na dawcę szpiku kostnego. Arek jest ukochanym synem, bratem oraz wujkiem dwóch małych dziewczynek Nadii i Niny, które są jego „oczkiem w głowie”. Bardzo chciałby zobaczyć jeszcze nie raz ich uśmiechy oraz widzieć jak dorastają bratanice. Jego stan się pogarsza, jednak Arek wraz z rodziną i znajomymi nie traci nadziei. Pomimo, iż jest to dla niego bardzo trudne, postanowił sam opowiedzieć swoją historię. -„Postaram się opowiedzieć moją historie, chodź nie jest to dla mnie łatwe. Świadomość, iż opisuję moje prywatne życie osobom mi nieznanym, tym bardziej, że niektóre kwestie z tego życia mają być opublikowane do szerszej grupy odbiorców, jest dość przerażająca. Ale zrobię to… Muszę…Ehh nie mam wyjścia.

Zrobię wszystko, aby ta dziadowska choroba ze mną nie wygrała…Może mi utrudnić życie, dodawać cierpienia, ale na pewno nie wygra-nie ma szans. Pomóżcie mi w tym proszę. Opiszę to tak, jak to wygląda z mojej strony, ze strony osoby chorej, która choćby nie wiem jak się starała, nie ma wyjścia. Musi to znosić i nie może powiedzieć dość. Musi to wszystko przyjąć na klatę i walczyć, mimo iż czasem brakuje sił. Powstać zawsze wtedy, kiedy upadam, w tych gorszych chwilach i walczyć dalej… W styczniu tego roku zacząłem chorować. Wydawało się, że to zwykłe przeziębienie, więc brałem jakieś lekarstwa i chodziłem dalej do pracy. Coraz ciężej mi się oddychało. W październiku 2014 roku przeszedłem odmę płucną. Znałem jej objawy i gdyby nie to pracowałbym dalej. Dopóki bym nie padł w niewiedzy ze mam białaczkę. Z dnia na dzień czułem, że z płucem jest coraz gorzej i byłem wręcz pewny ze mam nawroty odmy płucnej. Tylko tym razem z drugiej strony. Miałem straszne problemy z nabraniem powietrza i oddychaniem. Pojechałem do szpitala z pewnością, że to odma. Ledwo się wczołgałem po schodach na 4 piętro, a nigdy nie miałem z tym problemów. 29 stycznia około godziny 1 w nocy zrobiono mi prześwietlenie klatki piersiowej. Dowiedziałem się, że mam wodę na płucu. Skierowano mnie na dalsze badania. Wróciłem do domu załamany, że znowu mam problemy z płucami… O 6 rano koledzy już wieźli mnie do szpitala w Zdunowie. Wyglądałem naprawdę źle, byłem cały blady. Czekałem na wizytę. Zrobiono mi prześwietlenie i okazało się, że mam nie tylko wodę na płucu, ale jeszcze guza. Opowiedziałem lekarzowi jak zacząłem chorować od stycznia i on po chwili zastanowienia mówi do mnie, że te dolegliwości to możliwość białaczki, albo chłoniaka. Doznałem szoku, ale nie dowierzałem. Lekarz uspokajał, że to tylko jego podejrzenia. Następnie wysłał mnie na pobranie krwi i kazał czekać. Mijały godziny, które ciągnęły się w nieskończoność. Wzywa mnie tym razem pani Doktor i po raz kolejny opowiadam swoją historie. Po to, aby dostać wiadomość, że to jest na pewno białaczka, ale oni nie wiedzą jeszcze jaka i wysyłają mnie do szpitala na Unii Lubelskiej. Tam miałem się dowiedzieć wszystkiego. Około godz. 15 byłem już na Unii Lubelskiej w szpitalu. Zaczęły się badania i pobieranie krwi. Uświadamianie, co to jest białaczka i jak będę leczony itd. O 18 byłem już na oddziale w sali. Życie stanęło mi przed oczami. Szok, niedowierzanie. Następnego dnia stwierdzono „Ostra białaczka limfoblastyczna T komórkowa, wysokiego ryzyka”. I powiedziano mi, że gdybym jeszcze z tydzień zwlekał to bym nie przeżył. Tak do teraz jestem w szpitalu. To już 9 miesiąc. 1 chemię przeszedłem w miarę dobrze, ale nie uzyskałem remisji. 2 chemię dostałem najmocniejszą, jaka była, przez co czułem się fatalnie. Wymioty, gorączka, nie miałem siły, ani wstać z łóżka, ani mówić, tylko kiwałem głową. Nic nie jadłem, byłem karmiony przez kroplówki. Dostawałem ich 20-30 dziennie, w zasadzie non stop leciały antybiotyki i inne środki + sterydy i bardzo dużo tabletek. Starałem się spać, co było naprawdę trudne. Do tego ogromne bóle brzucha i nagle po 2 tygodniach katuszy okazuje się, że mam skutek uboczny chemii w postaci wyrostka robaczkowego. A co było najgorsze, że nie miałem odpowiedniej ilości płytek żeby mnie zoperować, a było to koniecznością. Zebrali się lekarze z hematologii i z chirurgii. Podjęli duże ryzyko operacji, której mogłem nie przeżyć. Na szczęście udało się. Wyszedłem z tego cało. Tydzień leżałem na chirurgii. Dalej odczuwałem skutki tej chemii, nie mogłem spać. Męczyłem się i miałem już tego dość. Po tygodniu wróciłem na odział hematologii i jeszcze około 2 tygodni byłem nie do życia. Powoli dochodziłem do siebie. To był mój najcięższy okres w życiu. Takiego przejścia nie życzyłbym najgorszemu wrogowi. Nikt nie zasługuje na takie cierpienie, ale udało się uzyskać remisje. Później 3 chemia, 4, 5 i tutaj dostałem wiadomość o znalezieniu dawcy, który niestety został odrzucony z powodów zdrowotnych. Nie ma słów by opisać, co wtedy czułem… Po prostu nie ma… 6 chemia (obecna) po raz kolejny było zagrożenie życia (sepsa). Leżałem kilka dni i nawet nie mogłem się ruszyć z łóżka, gdyż byłem na tyle osłabiony, że mogłem w każdej chwili stracić przytomność. Teraz jest już ok. Doszedłem do siebie i w październiku zaczynam znów chemię.

Marzyłem o nurkowaniu wśród rafy koralowej…A plany? Chyba jak każdy, dojść do czegoś w życiu. Założenie własnej rodziny i słyszeć, jak to mówią „w domu tupot małych stópek”. Czy nowotwór je zmienił? Tak, bo teraz marzę po prostu o wyjściu do domu, w zdrowiu, tak abym mógł wziąć na kolana moje dwie bratanice, tym bardziej, że zachorowałem, gdy jedna miała zaledwie 16 miesięcy, a druga przychodziła na świat. Nie chcę, aby mnie nie znały, nie pamiętały. Teraz nawet nie mogą się do mnie zbliżyć ze względu na infekcję. To jest dobijające… Marzę również o tym by usiąść na rowerze i przejechać się kawałek, zobaczyć znajomych i nadrobić czas, kiedy mnie z nimi nie było. Tak po prostu… Nie chcę jak na razie podbijać świata, chcę wyzdrowieć, wrócić do normalności.

Człowiek zaczyna myśleć inaczej, gdy wie, że z dnia na dzień może stracić wszystko, gdy wie, że każdy kolejny dzień może być jego ostatnim. Kiedy dowiedziałem się o chorobie nie dowierzałem i zadałem sobie pytanie, dlaczego ja? Ale to chyba jak każdy. Wiedziałem, że przede mną długa droga i że będzie ciężko, ale nie mam zamiaru się poddawać. Walka z przeciwieństwami losu nie jest mi obca… Prowadziłem normalne życie. Diagnoza przewróciła mój świat do góry nogami. Tak po prostu bez uprzedzenia. Nigdy nie wiadomo, na kogo trafi, więc pomagajmy. Białaczka to choroba, a nie wyrok. A żadna choroba nie ma szans wygranej, jeśli społeczeństwo jej na to nie pozwoli.”

Arek wraz z rodziną prosi o pomoc. Możemy mu pomóc rejestrując się w bazie dawców szpiku w Centrum Krwiodawstwa w Szczecinie przy ul. Wojska Polskiego 80/82 i w innych miastach, a także przez internet na stronie DKMS. Kiedy możemy być dawcą podane jest na stronie www.dkms.pl. Oprócz tego, 20 listopada 2016 r. w godz. 10:00 – 16:00 w Szkole Podstawowej nr 8 im. Jana Pawła II przy ul. Piaskowej 99 w Policach odbędzie się Dzień dawcy szpiku ,,Pomóż Arkowi i innym” wraz z rejestracją. Nie zabraknie atrakcji zarówno dla tych starszych jak i tych najmłodszych.

Pamiętajmy, że możemy uratować tym życie nie tylko Arkadiusza, ale także innym potrzebującym osobom. Prosimy o udostępnianie tego wpisu, a Arkowi życzymy powrotu do zdrowia.

Pamela Rudzińska