Trzeci, ale bez medalu

halowe mistrzostwa ?wiata sopot 2014Za nami jedna z najważniejszych imprez sportowych tego roku w kraju. Były to organizowane u nas po raz pierwszy Halowe Mistrzostwa Świata w Lekkiej Atletyce, które odbyły się w Sopocie. Brali też w nich udział dwaj policzanie, a byli nimi reprezentanci „Teamu Lewandowski” – bracia Marcin (800m) i Tomasz (trener) Lewandowscy. Po 2-letnim pobycie w Bydgoszczy wrócili zamieszkać w rodzinne strony, chociaż nadal reprezentują barwy WKS „Zawisza”. Relację z mistrzostw rozpocznę od przygotowań do nich. Po wcześniejszym niż zwykle roztrenowaniu z uwagi na przygotowania do HMŚ, treningi do nowego sezonu rozpoczęli już w drugiej połowie października. Było to w USA 3-tygodniowe zgrupowanie wysokogórskie (2100m n.p.m.) w międzynarodowym składzie (Holendrzy, Norwegowie, Szwedzi). Ciekawym i ważnym elementem była tam część edukacyjna, szczególnie dla trenerów, którzy na zmianę prowadzili zajęcia w Arizonie. Po powrocie był tradycyjny od lat   i zwycięski start w „Goleniowskiej Mili Niepodległości”. Pod koniec listopada pojechali na kolejny 3-tygodniowy obóz, tym razem do Etiopii, ale w rozszerzonym składzie. Do Teamu przybyła Angelika Cichocka (800m), a gościnnie trenował też z nimi mistrz Słowacji. Dookoła roiło się dosłownie od biegaczy etiopskich, wśród których byli ich najwięksi mistrzowie multimedaliści i rekordziści Bekele czy Dibaba. Po świętach spędzonych w rodzinnych domach na początku stycznia wyjazd na kolejny obóz, po raz pierwszy do Pretorii w RPA. Po powrocie do Europy szczęśliwie (ryzyko chorób, zmiana strefy czasowej i klimatu) udało się wejść w halowy sezon. Marcin poprawił 2 własne rekordy halowe kraju – 1500m (3.37,37)      i 1000m (2.17,67). Był to obiecujący prognostyk przed HMŚ, które odbyły się w dniach 7-9 03. IAAF nie wiedzieć czemu zmieniła zasady rozgrywania 800m. Były to tylko biegi eliminacyjne i tylko ich zwycięzcy, już bez półfinałów, awansowali bezpośrednio do finału. Nie było to korzystne dla naszego reprezentanta, który jest tzw. zawodnikiem turniejowym czyli rozkręca się  rundy na rundę (eliminacje, półfinał, finał). Biegł w tzw. grupie „śmierci” czyli w bardzo mocnej obsadzie (wicelider halowych tabel światowych Olivier z RPA, wicemistrz świata Symmonds z USA, mistrz Azji Balla z Kataru i mocny Holender). Marcin uplasował się na 2 miejscu kontrolując bieg, bo wiedział że awansuje z czasem (1.46,26). oddajmy teraz głos szefowi „Teamu” czyli trenerowi Tomaszowi: „W finale startował na jednym z dwóch najgorszych czyli drugim torze. Przy wyjściu z pierwszego wirażu w hali zawodnicy zbiegają z góry do bandy i zamykają tych u dołu. Sytuacja była więc bardzo trudna. Po 300 metrach musiał wziąć sprawy w swoje ręce, a raczej nogi czyli wycofać się na koniec stawki i po zewnętrznej wyjść na prowadzenie. Tylko w ten sposób mógł uniknąć przypadkowości czyli narzucić własne tempo, bo w wolnym biegu mogą być przepychanki czy inne przypadki. Rozciągnął więc całą stawkę 6 finalistów, ale zabrakło już sił w końcówce i wyprzedzili go mistrz świata Aman i Adam Kszczot. Nerwowo czekaliśmy na odczyt fotofiniszu i przez godzinę byliśmy szczęśliwi z brązowego medalu, po czym został zdyskwalifikowany. Wielka szkoda tej historycznej chwili. Po raz pierwszy w historii 2 Po laków stałoby obok siebie na podium MŚ w jednej konkurencji! Niestety, jak się okazał,o czujni Anglicy pokazali na filmie, że przy wyjściu na ostatnią i krótką, bo zaledwie 36-metrową prostą, Marcin stracił trochę równowagę. Nadepnął stopą za linię wewnętrzną toru. Nie przeszkodziło to nikomu, nic na tym nie zyskał, w ferworze walki nie wiedział nawet o tym. Przepisy sportowe są jednak rygorystyczne i po proteście Anglików stracił medal. Smutna była dekoracja medalistów, szczególnie Adama i Osagie. Brązowy medalista, kolega z bieżni czy obozów, depczący zazwyczaj po piętach Marcina powiedział potem: „To dla mnie gorzki smak tego medalu. Nie czuję się wygranym, bo w bezpośredniej walce uległem Marcinowi”. Jedynie Aman się cieszył, był jak powiedział pod wrażeniem postawy Marcina, gdy wyszedł on na czoło biegu. Marcin ma świadomość, że brak mu predyspozycji do biegania halowego, jaką posiadał kiedyś Henryk Szordykowski czy teraz Adam. Chciał jednak tego startu i zdobycia medalu. Tylko przypadek sprawił, że nie udało się tego dokonać, szczególnie dla licznych kibiców, zwłaszcza Polic i Szczecina. Mimo tego spotykamy się jednak z dowodami licznych sympatii. Chociaż fizycznie nie ma medalu, to w oczach wszystkich Marcin jest zwycięzcą za swoją wspaniałą postawę”.
My też gratulujemy naszemu mistrzowi wygranej, mimo przegranej. Dodajmy jeszcze, że nie był to jedyny sukces „Teamu Lewandowski”. Wcześniej bowiem startowała nowa od pół roku w „Teamie”  zawodniczka Angelika Cichocka. Jak jej start ocenił nowy trener? “W eliminacjach osiągnęła najlepszy wynik halowy sezonu na świecie 2.00,38 i bezpośrednio awansowała do finału. W finale początkowo nie udźwignęła ciężaru odpowiedzialności, że jest faworytką. Zachowywała się bardzo bojaźliwie , przyjęła postawę bierną i zbyt oczekującą, popełniła też kilka błędów. Mimo to wywalczyła srebrny medal, chociaż miała złą pozycję do ataku. Przegrała więc z Amerykanką, ale i tak jest to historyczny, bo pierwszy medal dla Polski na 800 metrów. Nasz start w HMŚ oceniam więc, mimo dyskwalifikacji brata, jako duży sukces. Medal Marcina mógł sprawić, że mogłem być chyba jedynym trenerem na świecie, który miałby 2 medale na jednym dystansie. Szkoda, ale przed nami kolejne szanse, w szczególności na priorytetowej imprezie sezonu czyli Mistrzostwach Europy w Zurychu (12-19 08). Teraz po krótkim odpoczynku wznawiamy przygotowania do sezonu letniego. Kończący się sezon halowy generalnie jest dla naszego „Teamu” bardzo udany. Pozostali zawodnicy zdobywali przecież medale, bądź  startowali w biegach finałowych Mistrzostw Polski”.
Tyle o przygotowaniach i halowych startach, w tym HMŚ, trener „Teamu Lewandowski” – Tomasz. Czekamy teraz na miesiące letnie, kolejne starty, medale i udane rewanże w szczególności liderów Angeliki Cichockiej i Marcina Lewandowskiego.
Janusz Chmielewski